will-qunia blog

Twój nowy blog

- Gdzie jestem ? – spytała się Ellie wstając z ziemi.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia, Ellie musisz mi pomóc ! – powiedziała Shali. Była tak samo ubrana jak Ellie. W ręce trzymała miecz. Ellie przypomniała się bajka którą kiedyś opowiadała jej matka gdy była jeszcze dzieckiem…
- Ale… co ja mam robić ? – zdziwiła się Ellie.
- Rób to co ja… masz, weź ten miecz i chodź ! Eli nie zadając już żadnych pytań podniosła miecz z dziwnymi wzorkami, który po dotknięciu zaświecił się na niebiesko.
- No chodź, mamy mało czasu ! – popędziła ją Shali. Wybiegły z jaskini. Słońce raziło w oczy. Znajdowały się na półce skalnej. W powietrzu unosił się ogromny smok, ziejący ogniem na jakąś wioskę. Z płonących domków wybiegali ludzie, niektórzy starali się walczyć ze smokiem strzelając z łuku. Ellie zaparło dech w piersiach.
- Eli nie gap się tak, tylko chodź ! – warknęła Shali. Ellie wtedy przypomniała sobie o swoich uszach. Nie było na niej opaski !
- Uważaj ! – zawołała Shali. Smok posłał ognistą kulę w Ellie. W ostatniej chwili, Shali odepchnęła Ellie przed ogniem.
- Shali… Shali, nic ci nie jest ? – zapytała się Ellie. Shali ! Jej koleżanka leżała na ziemi obok niej. Miała tylko trochę przypalone włosy, ale straciła przytomność. Smok podlatywał coraz szybciej. Ellie zebrała się w sobie. Wstała, mieczem wycelowała w smoka, który był coraz bliżej. Jej oczy błysnęły się jej dziwnym blaskiem. Stało się to w ułamku sekundy. Ellie odbiła się od ziemi i wskoczyła na smoka. Przerażony smok, próbował zrzucić ją swoim ogonem. Jednym ruchem miecza, smok stracił ogon. Zawył z bólu. Całej tej walce, przyglądali się ludzie z wioski. Następnie Eli mieczem odcięła mu łeb. Smok runął w głąb doliny, a Ellie wraz z nim.
Tymczasem Shali się ocknęła. Podniosła się z ziemi. Przez chwilę starała przypomnieć sobie, co się właściwie stało. W oddali zobaczyła jakieś zbiegowisko ludzi. Smok i Eli ! Pobiegła w stronę wioski. Bała się najgorszego. Co jeśli Ellie nie żyje ?
- Przepuście mnie ! zawołała. Przecisnęła się przez tłum. Na trawie leżał martwy smok, a obok niego siedziała Ellie. Była cała od krwi.
- Ellie ! Nic ci nie jest ? Eli nic nie odpowiedziała. Ellie wszystko w porządku ? – powtórzyła Shali.
- Co ja zrobiłam…
- Uratowałaś wioskę przed smokiem ! Powinnaś się cieszyć !
- Zabiłam go…
- I oto chodziło ! Sama bym lepiej tego nie zrobiła…
- Ale to nie byłam ja !
- Co ? – zdziwiła się Shali.
- To ten miecz ! Ellie opuściła głowę.
- Jak to miecz ? Ellie ? Czemu płaczesz ?
- Bo czuję… że ten smok… mógłby żyć… w zgodzie z ludźmi… Jedna łza. Łza, która zmieniła potem wszystko. Odcięty ogon i głowa smoka połączyły się z ciałem. Smok zaczął żyć. Ludzie zaczęli w popłochu uciekać. Czerwonego smoka otoczyła jasna powłoka. Ellie wstała. Smok schylił głowę, jakby w podziękowaniu.
- Widzisz ? Wszystko w porządku ! – uśmiechnęła się Ellie do Shali która cały czas stała z otwartymi ustami.

smok9vr.gif

Heyka :)

1 komentarz

Niom, dawno mnie nie było bo… nie miałam komputera :( Nie było go całe dwa tygodnie… nawet sobie nie wyobrażacie jak za nim tęskniłam :] Ale bardziej za pisaniem opowiadań… obiecuję że już niedługo pojawi się nowa notka ale nie wiem czy ktoś na nią czeka bo za dużo osób nie komentuje… ale głównie to te opowiadania piszę dla siebie :)

- Tak właściwie to nie wiem skąd go mam… już od urodzenia go miałam… – Shali zamyśliła się na chwilę.
Shali i Ellie wracały razem do domu. Był piękny, jesienny dzień. Słońce jak na tą porę roku mocno świeciło, kolorowe liście wirowały w powietrzu.
- Ahh.. chciała bym, by ta chwila trwała wiecznie ! – krzyknęła nagle Shali i wskoczyła w sam środek dużego kopca z liści. Ellie po chwili zastanowienia, uczyniła to samo.
- Uwielbiam jesień… a szczególnie takie radosne dni… – rudowłosa dziewczyna spojrzała na swoją nową koleżankę, a ta nagle posmutniała.
- Co się stało ? – spytała.
- Nic… lepiej już pójdę… – Eli wstała z ziemi, i pobiegła w stronę domu.
- Eli, czekaj ! – usłyszała za sobą.

*****

Ellie leżała na swoim łóżku. Oglądała album ze zdjęciami, a łzy ciekły jej po policzkach. Tak… to właśnie dzisiaj upływał rok od śmierci jej rodziców. Wtedy też była taka jesień…

Ellie jechała w samochodzie z rodzicami do domu.
- I jak tam szkoła ? – spytała się jej matka.
- Nic ciekawego… – odpowiedziała smutnie Ellie.
- Eli, mogła byś już przestać. Po co się tak przejmujesz innymi ? Niech mówią co chcą, a ty możesz być sobą. Po co nosisz tę opaskę ? Czemu boisz się pokazać, jaka naprawdę jesteś ?
- Ty nie wiesz jak to jest mamo ! Nikt się z ciebie nie naśmiewa, nie wyzywa ! Nie robi głupich żartów…
- Twoja matka ma rację Eli – wtrącił się jej ojciec, prowadzący samochód. Trochę przesadzasz…
To, co zapamiętałą z tego Ellie to wielki błysk… potem obudziła się w szpitalu. Lekarz powiedział jej o śmierci rodziców i wtedy zamknęła się w sobie jeszcze bardziej…

Właśnie zakończyłam budowę mojej toplisty „Wymyślone Opowiadania”. Zapraszam do zapisów xD Link znajdziecie pod linkami. Jutro postaram się dodać nową notkę…

Ellie nie była zwykłą nastolatką. Różniła się od innych pod wieloma względami, ale starała się to na wszelkie sposoby ukryć. Miała 15 lat, proste, jasne ( wręcz białe ) włosy, ciemne oczy, smukłą sylwetkę i długie uszy jak u elfa, które zawsze chowała pod opaską. Właśnie z tego powodu czuła się nieszczęśliwa. W jej starej szkole nigdy nie miała przyjaciół. Uczniowie przezywali ją elficą lub czarownicą. Po utracie rodziny, mieszkała w domu swojej nauczycielki. Dzisiejszego dnia rozpoczynała 2 klasę gimnazjum.
- Hey ! Jesteś tu nowa ? – zapytała się jej rudowłosa dziewczyna.
- Tak – odpowiedziała Ellie. Nie należała do zbyt rozmownych osób, w przeciwieństwie do tej rudej.
- To tak jak ja ! Mam na imię Shali Mare, a ty ? Usiądziemy razem ?
- Jeżeli chcesz… ja to Ellie Light.
- Czyli w skrócie Eli, tak ? I nim się obejrzały, siedziały już razem w ostatniej ławce pod oknem. Ellie pierwszy raz od paru lat, poczuła się szczęśliwa. W końcu odnalazła osobę, z którą tak łatwo się rozmawiało… zastanawiała się tylko, jaka była by jej reakcja, gdyby zdjęła opaskę… Dopiero teraz, gdy Shali zaczęła jej opowiadać o swojej rodzinie, Ellie zwróciła uwagę na jej dziwny wygląd… ( co tu opisywać, sami zobaczcie ! -KlicK- )
- Hmm… fajny tatuaż… czy to słońce ? – przerwała jej Ellie.
- Tak – uśmiechnęła się dziewczyna. Zawsze wszyscy się mnie o to pytają…

P.S. Obrazek sama rysowałam xD

Hey !

2 komentarzy

Jak widać, znowu nowy layek, ale lubię zmiany :P Zacznę pisać znowu nowe opowiadania, bo się już sama w tamtych pogubiłam :) Mam nadzieję że podoba się wam mój nowy wystrój bloga. Pozdrowienia dla moich przyjaciółek xD.

…i wtedy zobaczyłam ją ostatni raz… znikła już na zawsze…moja najlepsza przyjaciółka…gdy się obudziłam już jej nie było…i zrozumiałam że ona była częścią mnie…

Jakieś ciemne miejsce. Wszędzie ciemno i cicho. Ciszę tę przerywa męski głos…
-teraz już na to zapuźno ! Już nic tego nie powstrzyma ! Wszystko stracone ! Ale nie… jest jeszcze jedna nadzieja…
Ten ktoś zauważył mnie. Natychmiast się obudziłam.

…i wtedy zobaczyłam ją ostatni raz… znikła już na zawsze…moja najlepsza przyjaciółka…gdy się obudziłam już jej nie było…i zrozumiałam że ona była częścią mnie…

Kim jestem ? Nie wiem. Co się stało ? Nie pamiętam. Co tu robię ? Nie mam pojęcia.
- Witaj Meli. Widzę że w końcu się obudziłaś. Spałaś dobre dwa tygodnie…
Byłam w białej Sali szpitalnej. Na moich kolanach leżał wilk. Gdy się obudziłam, entuzjastycznie zamachał ogonem i polizał mnie po rękach. Jego srebrna sierść lśniła w blasku słońca padającego z okna. Silver… tak, to Silver…
-…oczywiście dobrze wiesz, że nie wolno trzymać zwierząt w szpitalu, ale zrobiliśmy wyjątek… – ciągnęła pielęgniarka. Moja ukochana wilczurka za nic mnie nie opuści. Zawsze jest przymnie. Odkąd ją poznałam, nie odstępowała mnie na krok.
-…hmm…a chyba nie muszę ci mówić co się stało… i wiesz jak się to skończyło… – pielęgniarka mówiła dalej. Ostatnio trąbią o tym we wszystkich gazetach… Natychmiast się domyśliłam. Kolejny wypadek. Kolejna śmierć. Zawsze gdy zostali mi przydzieleni nowi opiekunowie, ginęli w wypadku… Ten sen… był taki realistyczny, taki prawdziwy…
- Czemu się nie odzywasz ? – przerwała mi w końcu moje rozmyślania pielęgniarka.
- Myślę…
- Nie wiem, co teraz z tobą będzie. – nawijała. Wątpię by ktoś chciał się tobą po tym wszystkim zaopiekować. Siedem wypadków w ciągu trzech miesięcy… Nie obchodziło mnie co ona mówi. Miałam już tego naprawdę dość. Wyskoczyłam z łóżka. Pielęgniarka odwrócona tyłem do mnie, niczego nie zauważyła. Wyszłam przez okno szpitalne z Silver i pobiegłyśmy w stronę lasu. Tam mnie nie znajdą… tam będę bezpieczna…

Otworzyłam oczy. Znałam to miejsce. Byłam w mojej drugiej kryjówce – pod wodospadem. Była to jaskinia, którego otworu nie było widać, bo zakrywała go przejrzysta, wodna ściana.
- Widzę że już się obudziłaś – powiedział elf. Spojrzałam na Soyera – miał już zabandażowane prawe ramię.
- Gdzie jesteśmy ? – spytałam.
- Twoja puma mnie tu zaprowadziła, więc przyciągnąłem cię tu – uśmiechnął się. Niestety, jesteśmy pod wodospadem więc… jest trochę mokro… Dopiero teraz zaczęłam myśleć o sobie. Byłam przemoczona do suchej nitki. Spróbowałam wstać, lecz natychmiast opadłam na ziemię. Z trudem powstrzymałam się od wrzaśnięcia.
- Coś ci się stało ? – zapytał się elf.
- Nie nic, tylko… eee… uderzyłam się w kostkę. Soyer rozpalił po środku jaskini ognisko, by osuszyć ubrania. Gdzieś w głębi jaskini znalazł dwa koce, po czym jeden mi rzucił. Zaczął zdejmować swoje ciuchy, okrył się kocem i rozłożył ubrania koło ogniska. Przez chwilę patrzyłam się w tańczące płomyki ognia, po czym zrobiłam to samo.
- Skąd masz ten naszyjnik ? – spytał patrząc na moją szyję.
- Nie wiem… po prostu mam…
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilkę w ciszy.
- Ile masz lat ? – spytał Soyer.
- Hmm… nie wiem…
- Skąd jesteś ?
- Nie wiem…
- Długo masz tą pumę ?
- Nie wiem.
- Skąd masz swój miecz ?
- Nie wiem ! – wrzasnęłam. Nic nie wiem ! Schowałam twarz w rękach.
- Tydzień temu obudziłam się na tamtej polance i nie pamiętam nic ! Wiem tylko jak mam na imię, że umiem uleczać przez łzy i dobrze strzelam z łuku ! Poczułam jak łzy leciały mi z oczu.
- To straszne uczucie znać tylko swoje imię ! Rozpoznawać miejsca w których się było, ale nic z nich nie pamiętać !
- Umiesz uleczać przez łzy ?! – zdziwił się elf.
- Szkoda, że mnie nie rozumiesz ! – syknęłam, wstałam i kuśtykając wyszłam z groty by popatrzeć na szumiący las.

Ucieczka

3 komentarzy

- Nadal nie dałeś mi konkretnego powodu, dla którego powinnam opuścić to miejsce. – powiedziałam.
- Keone… nie mogę uwierzyć że naprawdę nic nie pamiętasz ! – mówił Elf. Nie wiem czy powinienem ci to mówić… nie wiem jak silny jest ten czar…
- Jaki czar ? Powiesz mi wreszcie o co chodzi, bo się naprawdę wkurzę, a wtedy już nie ręczę za siebie…
- No… dobrze. Ale powiesz mi coś jak będzie się coś dziać ok ? – kiwnęłam głową. – Wiesz… tak naprawdę to też za dużo nie wiem… ale… – Soyer zesmutniał. A więc zaczyna się to 5 wieków temu. Gdy wszystkie istoty chodzące po ziemi żyły w zgodzie i pokoju. Ziemia była wtedy piękna. Ponoć, wszystkie cztery główne rasy – ludzie czyli czarodzieje, ciemne i jasne elfy oraz orki wspólnymi siłami stworzyli przepiękny pałac położony na wyspie Mithri, jeżeli w ogóle kiedyś taka istniała… – Elf z pewnością nie wierzył w to co mówi… ale słuchałam dalej. – …lecz ten pokój za długo nie potrwał. Każda z ras miała swojego – niby króla. Przedstawicielką białych elfów była piękna Elihaset. Czarnymi Elfami rządził król Kewar, czarodziejami Mand, a orkami Warkue…Warkuae… Ware… e tam, nie umiem wypowiedzieć jego imienia – zaśmiał się Soyer. No i… jak już powiedziałem, nie wszystko było w porządku. Król Mand i król orków, zabili potajemnie władcę ciemnych elfów, ale Elihaset i tak o tym się dowiedziała. W końcu i tak nie wiadomo, czemu Kewar zginął, jaki był plan czarodzieja i orka… – nie dokończył mówić, gdy strzała przeszyła mu ramię. Elf upadł na ziemię. Spojrzałam na okno – siedział tam ten sam czarny potwór, którego widziałam wcześniej. Przy dziennym świetle, wreszcie rozpoznałam tą istotę. To był ork. Szybko odrzucił swój łuk, i wyjął dziwną maczugę z kolcami.
- Uważaj… – szepnął Soyer. Szybko sięgnęłam po miecz – ale… był on jakiś inny… Teraz na nim świeciły się mocnym zielonym światłem litery. Nie było czasu na czytanie.
- Teraz rozumiesz ? – z trudem rzekł Elf. Musimy… Musisz uciekać…
- Zaraz się przekonamy Kto będzie uciekać…

Ork, widząc mój dziwny miecz, trochę się wystraszył i cofnął, ale… strach ten minął… i ork natarł na mnie.
- Zobaczymy co potrafisz… szepnęłam. Hmm… i ciekawe co ja potrafię….Ork podbiegł do mnie wymachując swą maczugą. Zrobiłam tylko jeden zamach mieczem… i głowa orka spadła na podłogę.
- To wszystko ? – uśmiechnęłam się.
- Nie… musimy stąd wiać i to już ! – Wrzasnął Soyer. Mogą być już blisko… Nagle usłyszałam odgłos biegnięcia setek nóg. Zrozumiałam. Szybko złapałam Elfa za drugie zdrowe ramię i wybiegłam z domku.
- Zrób co masz zrobić… szybko ! Elf naciągnął strzałę na cięciwę. Strzałą zaczęła się palić i pomknęła w stronę domku, którego natychmiast ogarnął ogień.
- Meli, nie pora na zabawę, zjesz orka później, pewnie będzie dużo takich okazji… – krzyknęłam do pumy, która z niechęcią, schowała pazury.
- Pokaż mi drogę… po cichu szepnęłam do pumy. A teraz Soyer… dobrze się trzymaj ! Elf zdziwił się, ale objął mnie mocniej.
- Gotowi ? No to już ! Czas jakby na chwilę się zatrzymał… ale wiedziałam co robić… realny czas powrócił. Biegłam, tak szybko jak się da. Drzewa w lesie mijałam jak w locie, widziałam tylko zielone smugi. Po chwili, tupot setek nóg orków, ustał. Puma biegła dalej, a ja za nią. Nagle… zdarzyło się coś tak nieprzewidzianego.. zwykłego i normalnego. Po prostu… potknęłam się. Soyer upadł na ziemię wraz ze mną. Ostatnie co poczułam , to ból w kostce. Straciłam przytomność.


  • RSS