will-qunia blog

Twój nowy blog

Pogoda

2 komentarzy

Od rana padał deszcz. Drzewa kłaniały się przechodniom pod wpływem wiatru, a wielobarwne liście wirowały im nad głowami. Henrietta stała na balkonie. Bardzo lubiła oglądać pogodę… nie tylko za oknem… Deszcz zawsze sprawiał, że wszystko wokół robiło się szare i smutne. Ale mimo tego, ten dzień był… inny.
- Henrietta , co ty robisz na zewnątrz ! – krzyknął Jose podbiegając do niej z parasolem.
- Tylko obserwuję…
- Ale na deszczu ? Możesz się przeziębić ! Wejdź do środka.
Po chwili obydwoje usiedli na łóżku Henrietty. Jose podszedł do łazienki, po chwili przyniósł zielony ręcznik.
- Masz… wytrzyj się… – rzekł Jose rzucając go do niej.
- Czy myślisz… czy uważasz że… – zarumieniła się Henrietta. Jose usiadł obok niej. Czy… jestem już gotowa ? Na taką… prawdziwą misję ?
- Nie jestem pewien… Jesteś tu dopiero tydzień… Henrietta spuściła głowę. Ale jeżeli tak bardzo chcesz…
- Jose, jesteś kochany ! – uśmiechnęła się Henrietta. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy… dziękuję, dziękuję ! Henrietta pobiegła z ręcznikiem do łazienki.

- Nie powinieneś tak od razu się zgadzać… ona jest tu zaledwie tydzień ! – do pokoju wszedł znowu ten sam mężczyzna.
- Wiem, co robię ! Wyślę ją na łatwą misję… – odparł wymijająco Jose.
- Jose, nie zapominaj, że tak naprawdę to ja tu o wszystkim decyduję.
- Szefie zrozum, jej naprawdę na tym zależy ! Słyszała już swoje koleżanki, które jej opowiadały o ostatniej misji, na którą jej nie pozwoliłem iść, i…
- Jose ! To tylko cyborg ! To nie jest mała dziewczynka, której ty spełniasz zachcianki ! – rzekł mężczyzna wychodząc.
- Nawet nie wiesz, jak się mylisz… – Jose wstał i wyszedł z pokoju. Henrietta wyszła z łazienki. Z jej oczu płynęły łzy. A więc… dla niektórych jestem… tylko cyborgiem… i nikim innym… Ponownie wyszła na balkon. Deszcz lał jak z cebra.
- Pokażę innym, jaka jestem… że dam radę… i zabiję każdego kto mi stanie na drodze…

*****

- Henrietta ! Szybciej !
- Już biegnę ! – krzyknęła Henrietta wchodząc do samochodu.
- A więc Henrietta… – rzekł Jose. Misja polega na tym… masz wejść tylnym wejściem do tej restauracji… w środku znajdziesz metalowe drzwi, tylko jedne takie tam są. Z pewnością zamknięte. W pomieszczeniu tym, znajduje się ten oto mężczyzna… – powiedział pokazując jej zdjęcie grubego faceta z siwymi włosami – … na pewno będzie z obstawą. Twoim zadaniem jest zabić go i zabrać mu walizkę z kodami hakerskimi. Są one bardzo ważne, dla naszej instytucji… nie pozwól, by ktokolwiek uciekł !
- Tak jest ! – powiedziała Henrietta odbezpieczając broń.

Trening

3 komentarzy

- I jak ci się podoba twój pokój ? – spytał Jose widząc nadbiegającą Henriettę.
- Jest… cu… downy… – wydyszała Henrietta.
- Masz… weź ten futerał od skrzypiec, i chodź za mną.
Szli pięć minut w stronę dużego budynku. Weszli do środka. Znajdowali się w ogromnej Sali. Na jej końcu, po środku stały trzy tarcze. Jose kazał otworzyć Henrietcie pokrowiec. W środku znajdowała się broń.
- No to… uważam trening za rozpoczęty. Wypróbuj na tych tarczach swoją celność.
- Dobrze… Henrietta złapała w jedną rękę karabin, wycelowała i spróbowała strzelić. Nic się nie stało.
- Zawsze pamiętaj, by odbezpieczyć broń. O tak… Jose pokazywał jej, jak obsługiwać się bronią. Henrietta z największą uwagą słuchała. Bardzo jej się to podobało, to strzelanie do celu.
- Spróbuj sama. – rzekł w końcu Jose. Henrietta wzięła od niego karabin. W jej głowie jeszcze brzmiały jeszcze jego słowa… odblokować karabin… pozycja… wycelować. Henrietta strzelała do tarcz, podczas gdy do Jose zbliżył się mężczyzna.
- I jak wam idzie ? – spytał.
- Jak na pierwszy raz… to bardzo dobrze. Henrietta musi jeszcze poćwiczyć nad postawą…

Trzy godziny później. Wieczór, w bloku mieszkalnym.
- I jak ci poszło ? – spytała Triela szykując kolację.
- Myślę, że dobrze. – odparła Henrietta. Jose wspaniale uczy…
- Podobno za dwa dni, wyruszamy w teren – mówiła Triela. Chcą sprawdzić nasze postępy…
- Jak długo tu jesteś ?
- Ja… jestem już tu miesiąc. – odpowiedziała zaskoczona tym pytaniem Triela.
- To jak ja mam sobie poradzić ? Jestem dopiero tu od wczoraj ! – zmartwiła się Henrietta.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze… też się bałam za pierwszym razem… ale nie było tak źle… tylko złamana ręka… Obydwie parsknęły śmiechem.

Nowy dom

2 komentarzy

Następnego ranka Jose przyszedł obudzić Henriettę. Gdy zobaczył że jeszcze śpi, podszedł do okna.
- Śpij Henrietto… przed nami ciężki dzień… – powiedział do siebie.
- Już nie śpię – odparła Henrietta wstając z łóżka.
- Jak się dziś czujesz ? – spytał nieco zaskoczony.
- Bardzo dobrze – uśmiechnęła się.
- To… dobrze. Ubierz się, zjedz śniadanie i chodź za mną. Będę czekał przed drzwiami.
- Dobrze.
Pięć minut później, Henrietta była gotowa. Szli w milczeniu długim, ciemnym korytarzem. Wyszli z bloku szpitalnego kierując się w stronę następnego. Henrietta ze zdziwieniem rozglądała się na wszystkie strony, jakby widziała wszystko pierwszy raz.
- Najpierw pokarzę ci twój pokój. Zapoznaj się z resztą dziewczynek. – rzekł Jose.
- Tak jest.
Jose otworzył przed nią drzwi, do bloku mieszkalnego. Szli jeszcze prosto korytarzem, aż wreszcie na końcu pojawiły się brązowe drzwi z tabliczką : Henrietta.
- Wejdź do środka. Spotkamy się za godzinę na zewnątrz – powiedział Jose i odszedł. Henrietta drżącą ręką nacisnęła na klamkę… i weszła do środka. Oniemiała z zachwytu. Po lewej stronie, zaraz koło okna, stało duże łóżko. Nad oknem wisiała duża półka, a na niej znajdowały się przeróżne misie. W prawym kącie pokoju stała duża szafa z ubraniami a obok niej ogromne lustro. Henrietta była wniebowzięta. Podbiegała do swych nowych rzeczy, oglądając je z zachwytem.
- Uszatek, Kubuś, Gwiazdka… – po kolei nazywała swoje misie, gdy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszła wysoka dziewczyna, o długich blond włosach spiętych w dwa kucyki.
- Cześć.
- Cześć…
- Jestem Triela. – powiedziała dziewczynka wesołym głosem. Mieszkam w pokoju obok. Pewnie za chwilę będziesz miała trening… poczekaj, zawołam Rico.
Rico ? Pomyślała Henrietta. On też jest cyborgiem ?
Po chwili do pokoju weszła kolejna dziewczyna. Była niższa od tej pierwszej, też miała blond włosy, tylko że krótkie. Henrietcie spodobały się jej duże, niebieskie oczy.
- Hej, jestem Rico – powiedziała.
- Ja… ja to Henrietta – zarumieniła się Henrietta.
- Nie przejmuj się. Jestem do tego przyzwyczajona. Każdy opiekun może wybrać swojemu cyborgowi imię, nawet męskie.
- A więc… nie ma tu chłopaków ?
- Nie ma. Tylko dziewczyny… tylko my trzy. Henrietta spojrzała na zegar wiszący nad łóżkiem. Mijała wyznaczona godzina.
- Muszę już iść ! – krzyknęła wybiegając z pokoju. Nie chciała się spóźnić na swój pierwszy trening.

Henrietta

3 komentarzy

- Zdecydowałeś już, jak ma się nazywać ?
- Tak, już postanowiłem. Henrietta.
- Znakomicie. Myślę że już jutro możecie zacząć trening.

* * * * *

Powoli otworzyła oczy. Zastanawiała się gdzie jest… białe ściany, pościel… tak, to szpital.
- Widzę że już się obudziłaś – koło jej łóżka stał mężczyzna.
- Co… co się stało ? Spytała się dziewczynka opierając na rękach.
- Spokojnie, odpoczywaj… – rzekł troskliwie człowiek siadając na krześle. Nazywam się Jose. Jak już pewnie zgadłaś, znajdujemy się w szpitalu. Co pamiętasz ?
- Pamiętam… że wracałam ze szkoły. I te światła… to był samochód…
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza.
- A czy ze mną wszystko w porządku ? – zaniepokoiła się pacjentka. Jose wyrwany z zamyślenia odparł :
- Nic poważnego… – przez chwilę się zawahał. Pamiętasz swoje imię ?
- Co ? Imię… hmm…
- Musisz o czymś wiedzieć. Miałaś śmiertelny wypadek. Nasza tajna organizacja zdołała cię uratować, tak jak inne dziewczynki w podobnych wypadkach. Już nie jesteś zwykłym człowiekiem. Jesteś cyborgiem, a ja twoim opiekunem. Twoje imię to… Henrietta. Dziewczyna powrotem oparła się poduszkę. W środku siebie czuła dziwną pustkę.
- Henrietta… to ładne imię ? – spytała.
- Według mnie, tak. Ładna dziewczynka musi mieć ładne imię – mrugnął do niej i wyszedł z sali.

- I jak poszło ?
- Lepiej niż myślałem. Myślałem że cyborgi są… mniej ludzkie.
- Spokojnie, Jose. Przyzwyczaisz się. A jak ona się czuje ?
- Myślę że już lepiej. I tak jak mówiłeś, nic nie pamięta.

BK xD

2 komentarzy

Hey ! Musicie to obejrzeć ! Krótkie, śmieszne filmiki dla was :

+ Kotek, który nie przeskoczył…
+ Karaoke koreanek xD
+ Super papużka ;)

Zrobiłam pare zmianek na blogu :) Chciałam zmienić szablonik, ale bardzo się do tego przywiązałam… niedługo zacznę pisać dalej opowiadania… to nic, że nikt ich nie czyta. Piszę je dla siebie.

Żółwik

1 komentarz

Hey ! Nie mogłam się powstrzymać: oto dla was focia mojego koffanego zolwiaczka Tuptusia xD

>>>ZOBACZ !<<<

Sobota

1 komentarz

Słońce wpadało przez szczelinę w zasłonie do jej pokoju. Obudziła się. A więc to był tylko sen ? Tylko sen… Ellie wstała, ubrała się, zeszła na dół.
- Witaj Ellie, myślałam że już nigdy nie wstaniesz – zażartowała nauczycielka. Eli nic nie odpowiedziała. Usiadła naprzeciwko niej, smarując chleb masłem. Była sobota, taka jak co tydzień – ponura i nudna. Ellie czasem myślała, że lepiej było by już znosić tortury w szkole na kartkówce z matmy. Nie lubiła zbytnio rozmawiać, szczególnie z nauczycielami. Kares, nauczycielka z którą mieszka, już od dawna próbuje do niej dotrzeć, jakoś się zaprzyjaźnić. Lecz zawsze te próby spełzały na niczym.
- Dlaczego ty nigdy nie chcesz ze mną rozmawiać… co ja ci takiego zrobiłam ? – Powtórzyła Kares już któryś milionowy raz. Zadawała często to pytanie, co tylko jeszcze bardziej denerwowało Ellie. Przez chwilę siedziały tak w milczeniu.
- Czy myślisz że istnieje drugi świat ? – w końcu spytała się Ellie.
- Drugi świat ? Co masz na myśli ?
- Ach, już nic… – Ellie wróciła do swoich myśli. Po śniadaniu wróciła do swojego pokoju. Włączyła komputer… internet… wyszukiwarkę. W okienko wpisała : Ellen Elhen.

Smoczy dar

2 komentarzy

- Ellen Elhen…
Teraz jestem twoją własnością.
Ty otoczyłaś mnie swoją miłością.
Przywróciłaś mi moje życie
Czy mogę dla ciebie…
oddać moje życie ?
Będę przy tobie w potrzebie,
wybór należy tylko do ciebie…
Czy chcesz ocalić świat ?
Ty jesteś Ellen Elhen… Elfów kwiat. – zaśpiewał smok. Ellie nie wiedziała co powiedzieć. Ludność z wioski, którą przed chwilą ocaliła właśnie przed tym smokiem uklękła przed nią. Ktoś wystąpił z tłumu.
- Ellen Elhen… ty tu przybyłaś z tamtego świata… by ocalić nasz świat. Krainę smoków. Nasza cała wioska dziękuje ci za pomoc i zaprasza na mały poczęstunek do naszej gospody… o ile ona ocalała… – uśmiechnął się wysoki mężczyzna, najwidoczniej przywódca ludu. Ellie kiwnęła głową. Miała nadzieję że teraz w końcu dowie się od Shali o co tu chodzi. Tymczasem Smok wyzionął czarny dym, który ułożył się na ręce Ellie w kształcie smoka.
- Gdy będziesz mnie potrzebować, po prostu możesz mnie przywołać… – powiedział smok i rozwiał się w czarnym dymie. Ellie przez chwilę przyglądała się temu zjawisku. Shali wreszcie oprzytomniała i się odezwała. ( Hehe… ale dużo rymów :)
- No to idziemy ?

smok3tp.gif

Gdzieś na tym blogu ukryłam Cboxa ( czat ). Kto pierwszy go znajdzie ? ;) Zapraszam do czytania opowiadania :P


  • RSS