will-qunia blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

I po ;)

Brak komentarzy

I już po wakacjach… Szkoda… Jakoś bardzo szybko w tym roku minęły :) I zarobiłam całkiem sporą sumkę xD A juz za tydzień rozpoczyna się nowy rok szkolny… Boję się jak cholera… Nie samym tym, że będzie to nowe miejsce i nowi ludzie, tylko że… Koledzy z podstawówki. Na szczęście w klasie nikogo nie znam, no może z widzenia :) Kierunek matma – infa. Na początku planowałam matma – geo, ale nie zmieściłam się w klasie :) No, ale jest jak jest i trzeba się z tym pogodzić… Sajonara ! ^^

Wakacje !

1 komentarz

Nareszcie ! :D Tak długo oczekiwane… i wreszcie są :) A we wrześniu do liceum… zobaczymy jak będzie :] A stara klasa ? Jakoś przez te 3 lata się nie przywiązałam zbytnio do niej, i nawet się cieszę że to koniec… Heh, taka jestem… zawsze odstaję gdzieś z boku… ale postaram się to zmienić… :) Oceny, jak to oceny… nie chciało mi się w tym roku uczyć, a z testów miałam chyba sporo pkt. więc nie ma się co martwić ^_^ a co do wakacji… Jadę na miesiąc pracować do Juraty :) Przyda się trochę kasy… xD A poza tym ostatnio jestem cały czas na minusie… x]

Cały dzień, odkąd wróciłam ze szkoły próbuję coś zrobić z infy… robimy swoje strony internetowe. Ja dostałam temat „Henryk Sienkiewicz” lol xD No, ale nie jest tak źle… zrobiłam jeszcze kod html do bloga Madzi, co też mi chwilę zajęło… Ogólnie cały dzień siedziałam w domu :)

Poniedziałek, Wtorek, Środa o 13 wychodzimy z nauczycielami do kościoła na rekolekcje… BK’a :D Hmm… a ogólne to nudy… muzę się przyłożyć do historii, bo jak na razie jestem zagrożona… x] 2 będzie xD

^_^ Odnowa bloga :) Nowy szablonik i nowa tematyka – będzie to teraz mój pamiętnik :] A jest o czym pisać… ostatnio dużo się działo… Zostałam bierzmowana, trzeba zastanowić się nad wyborem szkoły… brr, boję się na samą myśl :D A co będzie jeżeli nie dostane się do żadnej ? ^_^ nie no, do jakiejś się dostanę… Tak bym chciała żeby był już koniec roku szkolnego… W wakacje planuję pojechać z jakąś przyjaciółką lub koleżanką do Juraty na parę tygodni x]

Zapraszam na mojego drugiego bloga o Evanescence <

Co do szablonu, rysunek rysowałam ja, z czego jestem ogromnie dumna ^_^ Ostatnio wogóle przestałam rysować, ale chcę to naprawić i rozwijać się w tym kierunku… bo po prostu lubię coś tworzyć i wkładać w coś serce :] Tylko szkoda… że mam tak mało czasu dla siebie… Każdy czasem ma takie chwile, że bardzo chce coś zrobić, ale wie że nie zdoła… I bezradnie patrzy się w ścianę…

Bardzo chciała bym odnowić moje znajomości z podstawówki i… heh, spotkać się z przyjaciółkami które też nie mają czasu ^_^’. Może kiedyś to nastąpi LOL xD… ‘kiedyś’.

Dziękuję Madzi, że ona ma dla mnie czas :)

Dlaczego ja ?

1 komentarz

Dziewczyna siedziała przy barze, pijąc bursztynowy napój. Drżącą ręką zakrywała oczy, z których leciały łzy. Dopiła ostatni łyk, zapłaciła i odeszła chwiejnym krokiem. Wsiadła do auta. Nacisnęła pedał gazu… samochód jechał coraz szybciej.
- Miała 15 lat, kiedy ją tu przywieźliśmy. – usłyszała głos. Zamknęła oczy. – Są nikłe szanse że się kiedyś jeszcze obudzi…
- Nasz szpital i tak długo nie postoi… dyrektor ściągnął zbyt wiele długów. Zostało jej mało czasu…
- Uwierzysz, że sama prowadziła samochód… ? – Dziewczyna puściła kierownicę. Nie chciała już żyć…

Policjanci, dziennikarze, sanitariusze… Masa ludzi gromadzących się wokół wypadku…
- Zderzenie czołowe, jedna osoba martwa, druga w ciężkim stanie w szpitalu.
- Czy jest jakaś szansa że sprawca wypadku trafi do więzienia ? Kto to był ?
- Na razie walczy o życie – policjant krótko udzielił odpowiedzi. Zrezygnowani dziennikarze po zrobieniu ostatnich zdjęć, odeszli. Miejsce ucichło. Tylko ktoś postawił drewniany krzyż w tym miejscu. Żadnych kwiatów, brak bliszkich, rodziny…

Otworzyła oczy.
- A więc i tak kończę o 22, nie spotkamy się… – jakaś pielęgniarka rozmawiała przez komórkę. – Naprawdę mi przykro… to pa kochanie…
- Gdzie jestem ? – zapytała nagle dziewczyna. Kobiecie komórka wypadła z rąk.
- Obudziłaś się ! – krzyknęła z niedowierzaniem. – Panie doktorze ! – wybiegła nie udzielając odpowiedzi. Powoli, z trudem opuściła nogi z łóżka. Ledwo je czuła… usiadła. Dla niej to była tylko chwila… że to wszystko wydarzyło się wczoraj…
- Przyszedłem jak najszybciej się dało – rzekł zdyszany lekarz. Przez chwilę tylko patrzał na swoją pacjentkę. Pielęgniarka szturchnęła go łokciem.
- Ah tak… no więc jak się czujesz ?
- Dlaczego nie czuję nóg ? – zapytała niepewnie.
- Wskutek długiego czasu nieprzytomności, mogło zaniknąć tymczasowo czucie w kończynach… ale widzę, że wstałaś… po dwóch latach. Słowa powoli docierały do jej świadomości.
- Dwóch… latach ? – odparła ze strachem, powrotem upadając na poduszki. – Co się stało… – powiedziała gasnącym wzrokiem. Czarna mgła przysłoniła jej oczy…
- Słyszysz mnie…? – usłyszała jeszcze głos wołający z oddali.
Noc. Widzi siebie jadącą samochodem, gdy nagle z przodu nadjeżdża drugie auto. Jest puste. Krzyk…

Atak

1 komentarz

- Już czas… lecimy do Aden ! – krzyknął w pośpiechu wbiegając po schodach na wierzę. Mijając stopień po stopniu, uświadomiła sobie coś, o czym wcześniej nie pomyślała. A jak zginie ? Szybko usunęła tą możliwość zastępując ją innymi, nie mniej gorszymi. Po chwili znaleźli się na szczycie. On dmuchnął w złoty róg, po czym ona uczyniła to samo. Uwielbiała tą chwilę, ale zawsze się bała czy to na pewno zadziała. Złapali się za ręce.
- Razem ? – zapytał.
- Razem – odparła. Skoczyli w dół. Coraz szybciej zbliżali się ku ziemi. Jeden podmuch wiatru i już znajdowali się na swoich smokach.
- Ghataki, Aden… – szepnęła cicho. Zwierzę natychmiast ustawiło się w odpowiednią stronę. Już z daleka było widać ogromne miasto, i zamek z daleka przypominający głowę konia. Kiedyś koń był jednym z najszlachetniejszych zwierząt ( prócz smoków oczywiście ), lecz wyginęły one podczas wojen… Z góry widać było prześliczne krajobrazy, między innymi dlatego też uwielbiała latać. Lasy, góry, zielone łąki, stada młodych wilków… po chwili niebo przyciemniało. Już wiedziała. Zaczęło się. Runął grad. Ogromne kule roztrzaskiwały się na złotej powłoce, którą wytworzył wywern ( inaczej smok ). Byli już bardzo blisko… Usłyszeli sygnał trąbki na znak ataku. Chmara strzał runęła na atakujących zamek. Wylądowali na placu. Wywerny odfrunęły.
- Szybko, macie się stawić u króla – zawołał jeden z rycerzy.

Jak widać nowy szablon, i nowe opowiadanie. Zaczynam po raz 100 od nowa.

Witam po długiej przerwie wakacyjnej !
Wiele się działo, dużo smutków i radości ale te wakacje były wyjątkowe. Zamierzam powrócić do mojego pierwszego opowiadania jakie napisałam – o tajemniczej Keone i jej pumie – mam nadzieję że pamiętacie. W następnej notce – albo i paru – wyciągnę z archiwum tamtą historię, trochę ulepszę i umieszczę na blogu. Oczywiście jak już zauważyliście mam nowy szablon który najbardziej mi się podoba z moich dotychczasowych jakie miałam…
Piszcie czy wam też :)

Noc. Burza. Megi biegła przed siebie, nie patrząc gdzie. Nie obchodziło ją, co się z nią stanie. Chciała tylko uciec od tamtego miejsca… od złych wspomnień… zbyt dużo pytań, na które nie było odpowiedzi… Co teraz będzie ? Co mam robić ? Wciąż słyszała krzyki tamtych ludzi… Dobiegła do lasu. Gałęzie drzew mijane w pośpiechu, raniły ją w twarz. Nie wiedziała o czym już myśleć.. czy jest jakiś sens takiego życia… W końcu zatrzymała się. Zamknęła oczy i oparła się o drzewo. Była taka zmęczona… Usłyszała czyjąś rozmowę.
- Czy… to tutaj ?
- Tak… no chodź, na pewno ci się spodoba… Megi wyjrzała zza drzewa. Zobaczyła dwie postacie pod parasolem: kobietę i chłopaka… to na pewno matka z synem… wyczuła ich zdenerwowanie i strach. Oboje weszli przez bramę, do jakiejś posiadłości. Zaciekawiona Megi szła za nimi. Po chwili ktoś otworzył drzwi… kobieta o jasnych włosach.
- Przepraszam że my tak późno, ale…
- Nic nie szkodzi. Wejdźcie do środka.
Megi schowała się za wielką wazą obok okna. Kobiety rozmawiały ze sobą, a chłopak rozglądał się z ciekawością po korytarzu. Megi przyłożyła ucho do szyby.
-…wiele czytałam o tym instytucie… i wiem że mój syn będzie tu bezpieczny…
- A z jaką zdolnością do nas przyjechałeś ? – przerwała jej jasnowłosa zwracając się do jej syna.
- Max…- szepnęła matka. Chłopak powoli zdjął płaszcz… Megi zamurowało.
- On… ma… skrzydła ! – wyszeptała powoli cofając się do tyłu. Niechcący przewróciła wazę. Rozległ się huk tłuczonej porcelany.
- Kto tam jest ?! – usłyszała, odskakując od okna. Po co ja w ogóle tu przychodziłam ! Dobiegła do bramy, przeskoczyła ogrodzenie i uciekała dalej. Nikt jej nie gonił, ale mimo to, wolała się jeszcze oddalić… wbiegła na ulicę. Oślepiły ją światła… co było potem, nie pamięta.

Henrietta rozmawiała z Trielą. Dzisiejszy dzień, nie był już taki pochmurny… lecz żadne drzewo nie miało już liści… Powolnymi krokami zbliżała się zima… dni stawały się coraz chłodniejsze i krótsze, a wieczory spędzone przy kominku w towarzystwie reszty dziewczyn, coraz przyjemniejsze….
- Podobno, dochodzi nowa…
- Tak ? Jak ma na imię ? – zdziwiła się Henrietta.
- Angelica.
Henrietta była bardzo zaciekawiona tą „nową”. Z niecierpliwością czekała na trening… gdy odpowiedź tam na nią czekała. Wchodząc na salę, zobaczyła że jest tu jeszcze inna dziewczynka. Henrietta podniosła pistolet, przygotowany dla niej na stoliku. Pozycja, postawa… a i odbezpieczyć… – powtarzała sobie w myśli.
- Hej, jestem Angelica, a ty ? – spytała wesoło dziewczynka gdy Henrietta zaliczyła już trzy strzały w sam środek jednej z tarcz.
- Henrietta. Miło cię poznać – odparła przypominając sobie swoje początki… Gdzie twój opiekun ? – zapytała po chwili zastanowienia.
- Chyba rozmawia z twoim… Henrietta obejrzała się za siebie. Rzeczywiście, Jose stał i rozmawiał z innym mężczyzną…

- I jak tam Henrietta ? – spytał obcy.
- Bardzo dobrze. Pierwsza akcja wyszła znakomicie… W tym momencie Henrietta się zarumieniła. Głupio jej było, że tak podsłuchuje… ale od czego ma się ulepszony słuch.
- Marco, słyszałem że ojciec Angelici… chciał ją zabić dla pieniędzy, bo ona była ubezpieczona…
-… a mu brakowało pieniędzy, bo popadł w długi z firmą Alfex. Za dużo się napił, i był gotowy rozjechać własną córkę… Henrietta opuściła broń. Przez chwilę chciała coś zrobić, ale nie wiedziała co… Co z moją rodziną ?
- Henrietta ? Co ci jest ? – spytała Angelica.
- Hm ? Nic… – Henrietta wróciła z zamyślenia. – Czekaj, nie tak…
- Co robię źle ? – spytała Angelica.
- Powinnaś stanąć w lekkim rozkroku… i tak trzymać broń. Wtedy łatwiej trafić do celu…

Tajemnica ?

7 komentarzy

Samochód podjechał pod restaurację. Henrietta wysiadła z auta, nie zapominając o futerale od skrzypiec w którym znajdowała się broń.
- Powodzenia ! – powiedział jej jeszcze Jose przed odjazdem. Henrietta przyjrzała się budynku. Z przodu wyglądał, jak zwykła, przyzwoita restauracja… Henrietta okrążyła budowlę. Z tyłu znajdowało się wejście o którym mówił Jose. Henrietta weszła po betonowych schodkach do środka. Znajdowała się w ciemnym korytarzu. Szła do przodu, uważnie rozglądając się dookoła. Szukała metalowych drzwi… które znajdowały się na samym końcu korytarza. Przyłożyła ucho do drzwi… W środku znajduje się pięć osób… troje siedzi przy stole, a reszta stoi obok… to pestka. Henrietta wyjęła z pokrowca swój karabin. Pudełko oparła obok drzwi. Jednym kopniakiem metalowe drzwi wyleciały z zawiasów.
- Co jest do… – jeden z mężczyzn gwałtownie wstał od stołu. Rozległy się strzały. Najpierw na ziemię padło dwóch. Facet, który miał walizkę przykutą kajdankami do ręki, schował się pod stół. Po chwili rozległy się kolejne strzały. Henrietta schowała się za ścianą na korytarzu.
- Kto to jest ?!
- Nie wiem…ale rozwalcie ją !
Facet z bronią wybiegł na korytarz.
- Już jej tu nie ma… Henrietta zeskoczyła z sufitu. Rozstrzelała kolejnego. Wbiegła do pokoju.
- Zabij ją ! – rozpaczliwie wołał facet pod stołem, gdy koło niego padł ostatni ochroniarz.
- Proszę… nie zabijaj mnie ! Błagam ! Zrobię wszystko, co chcesz ! – grubas błagał cyborga.
- Walizka… oddaj mi walizkę. – powiedziała Henrietta. Mężczyzna nerwowo wyciągnął kluczyk do kajdanek z kieszeni. Zdjął kajdanki z ręki i walizki.
- Dziękuję… – odetchnął, dając jej walizkę.
- Nie masz za co… – uśmiechnęła się Henrietta strzelając mu między oczy.

*****

- Henrietta, byłaś świetna ! Pokonałaś wszystkich pięciu bez zadraśnięcia ! – chwaliła koleżankę Rico. Mnie za pierwszym razem nie wyszło tak dobrze… Trzy dziewczynki siedziały w pokoju Trieli, pijąc herbatę.
- Mnie też… zresztą same wiecie… – powiedziała Triela.
- Tylko zastanawia mnie jedno… – przerwała im rozmowę Henrietta. – Co było w tej walizce ?
- Przecież nam mówiłaś, że kody hakierskie…
- Tak powiedział mi Jose… ale walizka była zbyt ciężka na kody…


  • RSS