- Już czas… lecimy do Aden ! – krzyknął w pośpiechu wbiegając po schodach na wierzę. Mijając stopień po stopniu, uświadomiła sobie coś, o czym wcześniej nie pomyślała. A jak zginie ? Szybko usunęła tą możliwość zastępując ją innymi, nie mniej gorszymi. Po chwili znaleźli się na szczycie. On dmuchnął w złoty róg, po czym ona uczyniła to samo. Uwielbiała tą chwilę, ale zawsze się bała czy to na pewno zadziała. Złapali się za ręce.
- Razem ? – zapytał.
- Razem – odparła. Skoczyli w dół. Coraz szybciej zbliżali się ku ziemi. Jeden podmuch wiatru i już znajdowali się na swoich smokach.
- Ghataki, Aden… – szepnęła cicho. Zwierzę natychmiast ustawiło się w odpowiednią stronę. Już z daleka było widać ogromne miasto, i zamek z daleka przypominający głowę konia. Kiedyś koń był jednym z najszlachetniejszych zwierząt ( prócz smoków oczywiście ), lecz wyginęły one podczas wojen… Z góry widać było prześliczne krajobrazy, między innymi dlatego też uwielbiała latać. Lasy, góry, zielone łąki, stada młodych wilków… po chwili niebo przyciemniało. Już wiedziała. Zaczęło się. Runął grad. Ogromne kule roztrzaskiwały się na złotej powłoce, którą wytworzył wywern ( inaczej smok ). Byli już bardzo blisko… Usłyszeli sygnał trąbki na znak ataku. Chmara strzał runęła na atakujących zamek. Wylądowali na placu. Wywerny odfrunęły.
- Szybko, macie się stawić u króla – zawołał jeden z rycerzy.

Jak widać nowy szablon, i nowe opowiadanie. Zaczynam po raz 100 od nowa.