Henrietta rozmawiała z Trielą. Dzisiejszy dzień, nie był już taki pochmurny… lecz żadne drzewo nie miało już liści… Powolnymi krokami zbliżała się zima… dni stawały się coraz chłodniejsze i krótsze, a wieczory spędzone przy kominku w towarzystwie reszty dziewczyn, coraz przyjemniejsze….
- Podobno, dochodzi nowa…
- Tak ? Jak ma na imię ? – zdziwiła się Henrietta.
- Angelica.
Henrietta była bardzo zaciekawiona tą „nową”. Z niecierpliwością czekała na trening… gdy odpowiedź tam na nią czekała. Wchodząc na salę, zobaczyła że jest tu jeszcze inna dziewczynka. Henrietta podniosła pistolet, przygotowany dla niej na stoliku. Pozycja, postawa… a i odbezpieczyć… – powtarzała sobie w myśli.
- Hej, jestem Angelica, a ty ? – spytała wesoło dziewczynka gdy Henrietta zaliczyła już trzy strzały w sam środek jednej z tarcz.
- Henrietta. Miło cię poznać – odparła przypominając sobie swoje początki… Gdzie twój opiekun ? – zapytała po chwili zastanowienia.
- Chyba rozmawia z twoim… Henrietta obejrzała się za siebie. Rzeczywiście, Jose stał i rozmawiał z innym mężczyzną…

- I jak tam Henrietta ? – spytał obcy.
- Bardzo dobrze. Pierwsza akcja wyszła znakomicie… W tym momencie Henrietta się zarumieniła. Głupio jej było, że tak podsłuchuje… ale od czego ma się ulepszony słuch.
- Marco, słyszałem że ojciec Angelici… chciał ją zabić dla pieniędzy, bo ona była ubezpieczona…
-… a mu brakowało pieniędzy, bo popadł w długi z firmą Alfex. Za dużo się napił, i był gotowy rozjechać własną córkę… Henrietta opuściła broń. Przez chwilę chciała coś zrobić, ale nie wiedziała co… Co z moją rodziną ?
- Henrietta ? Co ci jest ? – spytała Angelica.
- Hm ? Nic… – Henrietta wróciła z zamyślenia. – Czekaj, nie tak…
- Co robię źle ? – spytała Angelica.
- Powinnaś stanąć w lekkim rozkroku… i tak trzymać broń. Wtedy łatwiej trafić do celu…