will-qunia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Tajemnica ?

7 komentarzy

Samochód podjechał pod restaurację. Henrietta wysiadła z auta, nie zapominając o futerale od skrzypiec w którym znajdowała się broń.
- Powodzenia ! – powiedział jej jeszcze Jose przed odjazdem. Henrietta przyjrzała się budynku. Z przodu wyglądał, jak zwykła, przyzwoita restauracja… Henrietta okrążyła budowlę. Z tyłu znajdowało się wejście o którym mówił Jose. Henrietta weszła po betonowych schodkach do środka. Znajdowała się w ciemnym korytarzu. Szła do przodu, uważnie rozglądając się dookoła. Szukała metalowych drzwi… które znajdowały się na samym końcu korytarza. Przyłożyła ucho do drzwi… W środku znajduje się pięć osób… troje siedzi przy stole, a reszta stoi obok… to pestka. Henrietta wyjęła z pokrowca swój karabin. Pudełko oparła obok drzwi. Jednym kopniakiem metalowe drzwi wyleciały z zawiasów.
- Co jest do… – jeden z mężczyzn gwałtownie wstał od stołu. Rozległy się strzały. Najpierw na ziemię padło dwóch. Facet, który miał walizkę przykutą kajdankami do ręki, schował się pod stół. Po chwili rozległy się kolejne strzały. Henrietta schowała się za ścianą na korytarzu.
- Kto to jest ?!
- Nie wiem…ale rozwalcie ją !
Facet z bronią wybiegł na korytarz.
- Już jej tu nie ma… Henrietta zeskoczyła z sufitu. Rozstrzelała kolejnego. Wbiegła do pokoju.
- Zabij ją ! – rozpaczliwie wołał facet pod stołem, gdy koło niego padł ostatni ochroniarz.
- Proszę… nie zabijaj mnie ! Błagam ! Zrobię wszystko, co chcesz ! – grubas błagał cyborga.
- Walizka… oddaj mi walizkę. – powiedziała Henrietta. Mężczyzna nerwowo wyciągnął kluczyk do kajdanek z kieszeni. Zdjął kajdanki z ręki i walizki.
- Dziękuję… – odetchnął, dając jej walizkę.
- Nie masz za co… – uśmiechnęła się Henrietta strzelając mu między oczy.

*****

- Henrietta, byłaś świetna ! Pokonałaś wszystkich pięciu bez zadraśnięcia ! – chwaliła koleżankę Rico. Mnie za pierwszym razem nie wyszło tak dobrze… Trzy dziewczynki siedziały w pokoju Trieli, pijąc herbatę.
- Mnie też… zresztą same wiecie… – powiedziała Triela.
- Tylko zastanawia mnie jedno… – przerwała im rozmowę Henrietta. – Co było w tej walizce ?
- Przecież nam mówiłaś, że kody hakierskie…
- Tak powiedział mi Jose… ale walizka była zbyt ciężka na kody…

Pogoda

2 komentarzy

Od rana padał deszcz. Drzewa kłaniały się przechodniom pod wpływem wiatru, a wielobarwne liście wirowały im nad głowami. Henrietta stała na balkonie. Bardzo lubiła oglądać pogodę… nie tylko za oknem… Deszcz zawsze sprawiał, że wszystko wokół robiło się szare i smutne. Ale mimo tego, ten dzień był… inny.
- Henrietta , co ty robisz na zewnątrz ! – krzyknął Jose podbiegając do niej z parasolem.
- Tylko obserwuję…
- Ale na deszczu ? Możesz się przeziębić ! Wejdź do środka.
Po chwili obydwoje usiedli na łóżku Henrietty. Jose podszedł do łazienki, po chwili przyniósł zielony ręcznik.
- Masz… wytrzyj się… – rzekł Jose rzucając go do niej.
- Czy myślisz… czy uważasz że… – zarumieniła się Henrietta. Jose usiadł obok niej. Czy… jestem już gotowa ? Na taką… prawdziwą misję ?
- Nie jestem pewien… Jesteś tu dopiero tydzień… Henrietta spuściła głowę. Ale jeżeli tak bardzo chcesz…
- Jose, jesteś kochany ! – uśmiechnęła się Henrietta. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy… dziękuję, dziękuję ! Henrietta pobiegła z ręcznikiem do łazienki.

- Nie powinieneś tak od razu się zgadzać… ona jest tu zaledwie tydzień ! – do pokoju wszedł znowu ten sam mężczyzna.
- Wiem, co robię ! Wyślę ją na łatwą misję… – odparł wymijająco Jose.
- Jose, nie zapominaj, że tak naprawdę to ja tu o wszystkim decyduję.
- Szefie zrozum, jej naprawdę na tym zależy ! Słyszała już swoje koleżanki, które jej opowiadały o ostatniej misji, na którą jej nie pozwoliłem iść, i…
- Jose ! To tylko cyborg ! To nie jest mała dziewczynka, której ty spełniasz zachcianki ! – rzekł mężczyzna wychodząc.
- Nawet nie wiesz, jak się mylisz… – Jose wstał i wyszedł z pokoju. Henrietta wyszła z łazienki. Z jej oczu płynęły łzy. A więc… dla niektórych jestem… tylko cyborgiem… i nikim innym… Ponownie wyszła na balkon. Deszcz lał jak z cebra.
- Pokażę innym, jaka jestem… że dam radę… i zabiję każdego kto mi stanie na drodze…

*****

- Henrietta ! Szybciej !
- Już biegnę ! – krzyknęła Henrietta wchodząc do samochodu.
- A więc Henrietta… – rzekł Jose. Misja polega na tym… masz wejść tylnym wejściem do tej restauracji… w środku znajdziesz metalowe drzwi, tylko jedne takie tam są. Z pewnością zamknięte. W pomieszczeniu tym, znajduje się ten oto mężczyzna… – powiedział pokazując jej zdjęcie grubego faceta z siwymi włosami – … na pewno będzie z obstawą. Twoim zadaniem jest zabić go i zabrać mu walizkę z kodami hakerskimi. Są one bardzo ważne, dla naszej instytucji… nie pozwól, by ktokolwiek uciekł !
- Tak jest ! – powiedziała Henrietta odbezpieczając broń.

Trening

3 komentarzy

- I jak ci się podoba twój pokój ? – spytał Jose widząc nadbiegającą Henriettę.
- Jest… cu… downy… – wydyszała Henrietta.
- Masz… weź ten futerał od skrzypiec, i chodź za mną.
Szli pięć minut w stronę dużego budynku. Weszli do środka. Znajdowali się w ogromnej Sali. Na jej końcu, po środku stały trzy tarcze. Jose kazał otworzyć Henrietcie pokrowiec. W środku znajdowała się broń.
- No to… uważam trening za rozpoczęty. Wypróbuj na tych tarczach swoją celność.
- Dobrze… Henrietta złapała w jedną rękę karabin, wycelowała i spróbowała strzelić. Nic się nie stało.
- Zawsze pamiętaj, by odbezpieczyć broń. O tak… Jose pokazywał jej, jak obsługiwać się bronią. Henrietta z największą uwagą słuchała. Bardzo jej się to podobało, to strzelanie do celu.
- Spróbuj sama. – rzekł w końcu Jose. Henrietta wzięła od niego karabin. W jej głowie jeszcze brzmiały jeszcze jego słowa… odblokować karabin… pozycja… wycelować. Henrietta strzelała do tarcz, podczas gdy do Jose zbliżył się mężczyzna.
- I jak wam idzie ? – spytał.
- Jak na pierwszy raz… to bardzo dobrze. Henrietta musi jeszcze poćwiczyć nad postawą…

Trzy godziny później. Wieczór, w bloku mieszkalnym.
- I jak ci poszło ? – spytała Triela szykując kolację.
- Myślę, że dobrze. – odparła Henrietta. Jose wspaniale uczy…
- Podobno za dwa dni, wyruszamy w teren – mówiła Triela. Chcą sprawdzić nasze postępy…
- Jak długo tu jesteś ?
- Ja… jestem już tu miesiąc. – odpowiedziała zaskoczona tym pytaniem Triela.
- To jak ja mam sobie poradzić ? Jestem dopiero tu od wczoraj ! – zmartwiła się Henrietta.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze… też się bałam za pierwszym razem… ale nie było tak źle… tylko złamana ręka… Obydwie parsknęły śmiechem.

Nowy dom

2 komentarzy

Następnego ranka Jose przyszedł obudzić Henriettę. Gdy zobaczył że jeszcze śpi, podszedł do okna.
- Śpij Henrietto… przed nami ciężki dzień… – powiedział do siebie.
- Już nie śpię – odparła Henrietta wstając z łóżka.
- Jak się dziś czujesz ? – spytał nieco zaskoczony.
- Bardzo dobrze – uśmiechnęła się.
- To… dobrze. Ubierz się, zjedz śniadanie i chodź za mną. Będę czekał przed drzwiami.
- Dobrze.
Pięć minut później, Henrietta była gotowa. Szli w milczeniu długim, ciemnym korytarzem. Wyszli z bloku szpitalnego kierując się w stronę następnego. Henrietta ze zdziwieniem rozglądała się na wszystkie strony, jakby widziała wszystko pierwszy raz.
- Najpierw pokarzę ci twój pokój. Zapoznaj się z resztą dziewczynek. – rzekł Jose.
- Tak jest.
Jose otworzył przed nią drzwi, do bloku mieszkalnego. Szli jeszcze prosto korytarzem, aż wreszcie na końcu pojawiły się brązowe drzwi z tabliczką : Henrietta.
- Wejdź do środka. Spotkamy się za godzinę na zewnątrz – powiedział Jose i odszedł. Henrietta drżącą ręką nacisnęła na klamkę… i weszła do środka. Oniemiała z zachwytu. Po lewej stronie, zaraz koło okna, stało duże łóżko. Nad oknem wisiała duża półka, a na niej znajdowały się przeróżne misie. W prawym kącie pokoju stała duża szafa z ubraniami a obok niej ogromne lustro. Henrietta była wniebowzięta. Podbiegała do swych nowych rzeczy, oglądając je z zachwytem.
- Uszatek, Kubuś, Gwiazdka… – po kolei nazywała swoje misie, gdy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszła wysoka dziewczyna, o długich blond włosach spiętych w dwa kucyki.
- Cześć.
- Cześć…
- Jestem Triela. – powiedziała dziewczynka wesołym głosem. Mieszkam w pokoju obok. Pewnie za chwilę będziesz miała trening… poczekaj, zawołam Rico.
Rico ? Pomyślała Henrietta. On też jest cyborgiem ?
Po chwili do pokoju weszła kolejna dziewczyna. Była niższa od tej pierwszej, też miała blond włosy, tylko że krótkie. Henrietcie spodobały się jej duże, niebieskie oczy.
- Hej, jestem Rico – powiedziała.
- Ja… ja to Henrietta – zarumieniła się Henrietta.
- Nie przejmuj się. Jestem do tego przyzwyczajona. Każdy opiekun może wybrać swojemu cyborgowi imię, nawet męskie.
- A więc… nie ma tu chłopaków ?
- Nie ma. Tylko dziewczyny… tylko my trzy. Henrietta spojrzała na zegar wiszący nad łóżkiem. Mijała wyznaczona godzina.
- Muszę już iść ! – krzyknęła wybiegając z pokoju. Nie chciała się spóźnić na swój pierwszy trening.

Henrietta

3 komentarzy

- Zdecydowałeś już, jak ma się nazywać ?
- Tak, już postanowiłem. Henrietta.
- Znakomicie. Myślę że już jutro możecie zacząć trening.

* * * * *

Powoli otworzyła oczy. Zastanawiała się gdzie jest… białe ściany, pościel… tak, to szpital.
- Widzę że już się obudziłaś – koło jej łóżka stał mężczyzna.
- Co… co się stało ? Spytała się dziewczynka opierając na rękach.
- Spokojnie, odpoczywaj… – rzekł troskliwie człowiek siadając na krześle. Nazywam się Jose. Jak już pewnie zgadłaś, znajdujemy się w szpitalu. Co pamiętasz ?
- Pamiętam… że wracałam ze szkoły. I te światła… to był samochód…
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza.
- A czy ze mną wszystko w porządku ? – zaniepokoiła się pacjentka. Jose wyrwany z zamyślenia odparł :
- Nic poważnego… – przez chwilę się zawahał. Pamiętasz swoje imię ?
- Co ? Imię… hmm…
- Musisz o czymś wiedzieć. Miałaś śmiertelny wypadek. Nasza tajna organizacja zdołała cię uratować, tak jak inne dziewczynki w podobnych wypadkach. Już nie jesteś zwykłym człowiekiem. Jesteś cyborgiem, a ja twoim opiekunem. Twoje imię to… Henrietta. Dziewczyna powrotem oparła się poduszkę. W środku siebie czuła dziwną pustkę.
- Henrietta… to ładne imię ? – spytała.
- Według mnie, tak. Ładna dziewczynka musi mieć ładne imię – mrugnął do niej i wyszedł z sali.

- I jak poszło ?
- Lepiej niż myślałem. Myślałem że cyborgi są… mniej ludzkie.
- Spokojnie, Jose. Przyzwyczaisz się. A jak ona się czuje ?
- Myślę że już lepiej. I tak jak mówiłeś, nic nie pamięta.

BK xD

2 komentarzy

Hey ! Musicie to obejrzeć ! Krótkie, śmieszne filmiki dla was :

+ Kotek, który nie przeskoczył…
+ Karaoke koreanek xD
+ Super papużka ;)

Zrobiłam pare zmianek na blogu :) Chciałam zmienić szablonik, ale bardzo się do tego przywiązałam… niedługo zacznę pisać dalej opowiadania… to nic, że nikt ich nie czyta. Piszę je dla siebie.

Żółwik

1 komentarz

Hey ! Nie mogłam się powstrzymać: oto dla was focia mojego koffanego zolwiaczka Tuptusia xD

>>>ZOBACZ !<<<

Sobota

1 komentarz

Słońce wpadało przez szczelinę w zasłonie do jej pokoju. Obudziła się. A więc to był tylko sen ? Tylko sen… Ellie wstała, ubrała się, zeszła na dół.
- Witaj Ellie, myślałam że już nigdy nie wstaniesz – zażartowała nauczycielka. Eli nic nie odpowiedziała. Usiadła naprzeciwko niej, smarując chleb masłem. Była sobota, taka jak co tydzień – ponura i nudna. Ellie czasem myślała, że lepiej było by już znosić tortury w szkole na kartkówce z matmy. Nie lubiła zbytnio rozmawiać, szczególnie z nauczycielami. Kares, nauczycielka z którą mieszka, już od dawna próbuje do niej dotrzeć, jakoś się zaprzyjaźnić. Lecz zawsze te próby spełzały na niczym.
- Dlaczego ty nigdy nie chcesz ze mną rozmawiać… co ja ci takiego zrobiłam ? – Powtórzyła Kares już któryś milionowy raz. Zadawała często to pytanie, co tylko jeszcze bardziej denerwowało Ellie. Przez chwilę siedziały tak w milczeniu.
- Czy myślisz że istnieje drugi świat ? – w końcu spytała się Ellie.
- Drugi świat ? Co masz na myśli ?
- Ach, już nic… – Ellie wróciła do swoich myśli. Po śniadaniu wróciła do swojego pokoju. Włączyła komputer… internet… wyszukiwarkę. W okienko wpisała : Ellen Elhen.

Smoczy dar

2 komentarzy

- Ellen Elhen…
Teraz jestem twoją własnością.
Ty otoczyłaś mnie swoją miłością.
Przywróciłaś mi moje życie
Czy mogę dla ciebie…
oddać moje życie ?
Będę przy tobie w potrzebie,
wybór należy tylko do ciebie…
Czy chcesz ocalić świat ?
Ty jesteś Ellen Elhen… Elfów kwiat. – zaśpiewał smok. Ellie nie wiedziała co powiedzieć. Ludność z wioski, którą przed chwilą ocaliła właśnie przed tym smokiem uklękła przed nią. Ktoś wystąpił z tłumu.
- Ellen Elhen… ty tu przybyłaś z tamtego świata… by ocalić nasz świat. Krainę smoków. Nasza cała wioska dziękuje ci za pomoc i zaprasza na mały poczęstunek do naszej gospody… o ile ona ocalała… – uśmiechnął się wysoki mężczyzna, najwidoczniej przywódca ludu. Ellie kiwnęła głową. Miała nadzieję że teraz w końcu dowie się od Shali o co tu chodzi. Tymczasem Smok wyzionął czarny dym, który ułożył się na ręce Ellie w kształcie smoka.
- Gdy będziesz mnie potrzebować, po prostu możesz mnie przywołać… – powiedział smok i rozwiał się w czarnym dymie. Ellie przez chwilę przyglądała się temu zjawisku. Shali wreszcie oprzytomniała i się odezwała. ( Hehe… ale dużo rymów :)
- No to idziemy ?

smok3tp.gif

  • RSS