will-qunia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Kim jestem ? Nie wiem. Co się stało ? Nie pamiętam. Co tu robię ? Nie mam pojęcia.
- Witaj Meli. Widzę że w końcu się obudziłaś. Spałaś dobre dwa tygodnie…
Byłam w białej Sali szpitalnej. Na moich kolanach leżał wilk. Gdy się obudziłam, entuzjastycznie zamachał ogonem i polizał mnie po rękach. Jego srebrna sierść lśniła w blasku słońca padającego z okna. Silver… tak, to Silver…
-…oczywiście dobrze wiesz, że nie wolno trzymać zwierząt w szpitalu, ale zrobiliśmy wyjątek… – ciągnęła pielęgniarka. Moja ukochana wilczurka za nic mnie nie opuści. Zawsze jest przymnie. Odkąd ją poznałam, nie odstępowała mnie na krok.
-…hmm…a chyba nie muszę ci mówić co się stało… i wiesz jak się to skończyło… – pielęgniarka mówiła dalej. Ostatnio trąbią o tym we wszystkich gazetach… Natychmiast się domyśliłam. Kolejny wypadek. Kolejna śmierć. Zawsze gdy zostali mi przydzieleni nowi opiekunowie, ginęli w wypadku… Ten sen… był taki realistyczny, taki prawdziwy…
- Czemu się nie odzywasz ? – przerwała mi w końcu moje rozmyślania pielęgniarka.
- Myślę…
- Nie wiem, co teraz z tobą będzie. – nawijała. Wątpię by ktoś chciał się tobą po tym wszystkim zaopiekować. Siedem wypadków w ciągu trzech miesięcy… Nie obchodziło mnie co ona mówi. Miałam już tego naprawdę dość. Wyskoczyłam z łóżka. Pielęgniarka odwrócona tyłem do mnie, niczego nie zauważyła. Wyszłam przez okno szpitalne z Silver i pobiegłyśmy w stronę lasu. Tam mnie nie znajdą… tam będę bezpieczna…

Otworzyłam oczy. Znałam to miejsce. Byłam w mojej drugiej kryjówce – pod wodospadem. Była to jaskinia, którego otworu nie było widać, bo zakrywała go przejrzysta, wodna ściana.
- Widzę że już się obudziłaś – powiedział elf. Spojrzałam na Soyera – miał już zabandażowane prawe ramię.
- Gdzie jesteśmy ? – spytałam.
- Twoja puma mnie tu zaprowadziła, więc przyciągnąłem cię tu – uśmiechnął się. Niestety, jesteśmy pod wodospadem więc… jest trochę mokro… Dopiero teraz zaczęłam myśleć o sobie. Byłam przemoczona do suchej nitki. Spróbowałam wstać, lecz natychmiast opadłam na ziemię. Z trudem powstrzymałam się od wrzaśnięcia.
- Coś ci się stało ? – zapytał się elf.
- Nie nic, tylko… eee… uderzyłam się w kostkę. Soyer rozpalił po środku jaskini ognisko, by osuszyć ubrania. Gdzieś w głębi jaskini znalazł dwa koce, po czym jeden mi rzucił. Zaczął zdejmować swoje ciuchy, okrył się kocem i rozłożył ubrania koło ogniska. Przez chwilę patrzyłam się w tańczące płomyki ognia, po czym zrobiłam to samo.
- Skąd masz ten naszyjnik ? – spytał patrząc na moją szyję.
- Nie wiem… po prostu mam…
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilkę w ciszy.
- Ile masz lat ? – spytał Soyer.
- Hmm… nie wiem…
- Skąd jesteś ?
- Nie wiem…
- Długo masz tą pumę ?
- Nie wiem.
- Skąd masz swój miecz ?
- Nie wiem ! – wrzasnęłam. Nic nie wiem ! Schowałam twarz w rękach.
- Tydzień temu obudziłam się na tamtej polance i nie pamiętam nic ! Wiem tylko jak mam na imię, że umiem uleczać przez łzy i dobrze strzelam z łuku ! Poczułam jak łzy leciały mi z oczu.
- To straszne uczucie znać tylko swoje imię ! Rozpoznawać miejsca w których się było, ale nic z nich nie pamiętać !
- Umiesz uleczać przez łzy ?! – zdziwił się elf.
- Szkoda, że mnie nie rozumiesz ! – syknęłam, wstałam i kuśtykając wyszłam z groty by popatrzeć na szumiący las.


  • RSS