will-qunia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

Ucieczka

3 komentarzy

- Nadal nie dałeś mi konkretnego powodu, dla którego powinnam opuścić to miejsce. – powiedziałam.
- Keone… nie mogę uwierzyć że naprawdę nic nie pamiętasz ! – mówił Elf. Nie wiem czy powinienem ci to mówić… nie wiem jak silny jest ten czar…
- Jaki czar ? Powiesz mi wreszcie o co chodzi, bo się naprawdę wkurzę, a wtedy już nie ręczę za siebie…
- No… dobrze. Ale powiesz mi coś jak będzie się coś dziać ok ? – kiwnęłam głową. – Wiesz… tak naprawdę to też za dużo nie wiem… ale… – Soyer zesmutniał. A więc zaczyna się to 5 wieków temu. Gdy wszystkie istoty chodzące po ziemi żyły w zgodzie i pokoju. Ziemia była wtedy piękna. Ponoć, wszystkie cztery główne rasy – ludzie czyli czarodzieje, ciemne i jasne elfy oraz orki wspólnymi siłami stworzyli przepiękny pałac położony na wyspie Mithri, jeżeli w ogóle kiedyś taka istniała… – Elf z pewnością nie wierzył w to co mówi… ale słuchałam dalej. – …lecz ten pokój za długo nie potrwał. Każda z ras miała swojego – niby króla. Przedstawicielką białych elfów była piękna Elihaset. Czarnymi Elfami rządził król Kewar, czarodziejami Mand, a orkami Warkue…Warkuae… Ware… e tam, nie umiem wypowiedzieć jego imienia – zaśmiał się Soyer. No i… jak już powiedziałem, nie wszystko było w porządku. Król Mand i król orków, zabili potajemnie władcę ciemnych elfów, ale Elihaset i tak o tym się dowiedziała. W końcu i tak nie wiadomo, czemu Kewar zginął, jaki był plan czarodzieja i orka… – nie dokończył mówić, gdy strzała przeszyła mu ramię. Elf upadł na ziemię. Spojrzałam na okno – siedział tam ten sam czarny potwór, którego widziałam wcześniej. Przy dziennym świetle, wreszcie rozpoznałam tą istotę. To był ork. Szybko odrzucił swój łuk, i wyjął dziwną maczugę z kolcami.
- Uważaj… – szepnął Soyer. Szybko sięgnęłam po miecz – ale… był on jakiś inny… Teraz na nim świeciły się mocnym zielonym światłem litery. Nie było czasu na czytanie.
- Teraz rozumiesz ? – z trudem rzekł Elf. Musimy… Musisz uciekać…
- Zaraz się przekonamy Kto będzie uciekać…

Ork, widząc mój dziwny miecz, trochę się wystraszył i cofnął, ale… strach ten minął… i ork natarł na mnie.
- Zobaczymy co potrafisz… szepnęłam. Hmm… i ciekawe co ja potrafię….Ork podbiegł do mnie wymachując swą maczugą. Zrobiłam tylko jeden zamach mieczem… i głowa orka spadła na podłogę.
- To wszystko ? – uśmiechnęłam się.
- Nie… musimy stąd wiać i to już ! – Wrzasnął Soyer. Mogą być już blisko… Nagle usłyszałam odgłos biegnięcia setek nóg. Zrozumiałam. Szybko złapałam Elfa za drugie zdrowe ramię i wybiegłam z domku.
- Zrób co masz zrobić… szybko ! Elf naciągnął strzałę na cięciwę. Strzałą zaczęła się palić i pomknęła w stronę domku, którego natychmiast ogarnął ogień.
- Meli, nie pora na zabawę, zjesz orka później, pewnie będzie dużo takich okazji… – krzyknęłam do pumy, która z niechęcią, schowała pazury.
- Pokaż mi drogę… po cichu szepnęłam do pumy. A teraz Soyer… dobrze się trzymaj ! Elf zdziwił się, ale objął mnie mocniej.
- Gotowi ? No to już ! Czas jakby na chwilę się zatrzymał… ale wiedziałam co robić… realny czas powrócił. Biegłam, tak szybko jak się da. Drzewa w lesie mijałam jak w locie, widziałam tylko zielone smugi. Po chwili, tupot setek nóg orków, ustał. Puma biegła dalej, a ja za nią. Nagle… zdarzyło się coś tak nieprzewidzianego.. zwykłego i normalnego. Po prostu… potknęłam się. Soyer upadł na ziemię wraz ze mną. Ostatnie co poczułam , to ból w kostce. Straciłam przytomność.

Poszłam z pumą w stronę domku, a Elf szedł za nami. Po opatrzeniu jego ran i zjedzeniu pieczonego królika upolowanego wcześniej przez Meli, usiadłam obok Elfa.
- No to jak, powiesz mi chociaż jak się nazywasz ? – spytałam.
- Myślałem że już będziesz wiedziała… ale mniejsza oto – Elf wydawał się być trochę zmieszany. Mam na imię Soyer. Przybyłem tu, by cię ostrzec i… pomóc. Musisz jak najszybciej uciekać z tego miejsca. Pamiętasz to coś, co zobaczyłaś pierwszy raz na tym drzewie ? Ze zdziwieniem kiwnęłam głową. Z skąd mógł on to wiedzieć ?
- Zastanawiasz się, skąd to wiem ? – uśmiechnął się Soyer. Nie pozwolił mi na odpowiedź i mówił dalej – Musisz się jeszcze wiele nauczyć Keone… wiele przypomnieć… naprawdę dziwię się, że mnie pamiętasz… Przez chwilę zamilkł, nad czymś się zastanawiając.
- Ale co… skąd ty to wiesz ?! Nie mogłam już wytrzymać !
- Teraz nie ma na to czasu… musimy uciekać i niestety… spalić twój dom.


  • RSS